A Tobie co dziś nie wyszło?

Typowy, majowy, deszczowy dzień. Ciśnienie ciągnie mnie co najmniej do poziomu Morii, gdzie Krasnolud jeden wie, jakie dno mnie tam czeka, spadając z Gór Mglistych. Złość? Smutek? Bezsilność? Co ja w ogóle czuję? Przez chwilę próbuję dogadać się ze sobą, ale bez skutku.

Potem wpadam w namiętne ćwiczenie kciuka i chwytu smartphone’a: dół-góra, dół-góra, cholera ile sprzedali 300 000 w jeden dzień???; dół-góra, dół-góra; Chorwacja, ehhh pojechałoby się; dół-góra, a ten znów wysiada z Mercedesa i obiecuje, że na nieruchomościach dorobię się fortuny, tia… dół-góra…

No dobra poczytam. Sięgam po Agile Selling, Jill Konrath i trafiam na fragment „Reframe falilure” (Przeramuj niepowodzenie – moje tłumaczenie, bo czytam w oryginale). Skąd wiedziała?

Autorka wspomina wywiad z Sara Blakely, CEO firmy Spanx, najmłodszą na świecie bilionerką. Sara, zapytana, co sprawiło, że osiągnęła sukces, odpowiada, że było to pytanie, które ojciec zadawał jej każdego wieczoru przy kolacji:

„What did you fail today?”

W moim wolnym tłumaczeniu: Co dziś spieprzyłaś?

A jeśli nie miała dla swojego taty żadnej porażki danego dnia, był niezadowolony, bo to był znak, że się nie rozwija, nie „rozciąga” swojego potencjału.

Odkładam książkę. Chwilę oddycham. Potem chwytam za telefon, ale kciuk tym razem wybiera zapisaną cyfrę 4 na klawiaturze telefonu.

Ja: „Cześć, co słychać?”

E: „Dupa, a u Ciebie?”

Ja: „O Boże jak dobrze, u mnie też…” – czuję natychmiastową ulgę. Gotowa jestem wreszcie nazwać to, co czuję i dotrzeć do tego, co mi jest. Ktoś mi bliski – słucha…

Ja: „Zrobiłam live. Cholera czuję, że mi nie wyszło. Testowałam nową formułę, siadło połączenie i głos ledwo słyszalny, a miało być bardziej w interakcji z ludźmi, miałam odpowiadać na pytania i… zgadnij ile ich było?”

E: „Co…. palce Cię bolą od odpisywania?”

Ja: „Leczę właśnie rany na opuszkach palców i owijam bandażami” – prychnęłam śmiechem. Dobrze, że moja rozmówczyni ma poczucie humoru.

E: „Uczysz się! Wszystko, co teraz robimy jest nowe. Przecież sama mówisz, że żeby zrobić coś dobrze, trzeba być gotowym, by zrobić to najpierw źle.”

Ja: „Oglądałaś dzisiejszy live?” – zaczynam coś podejrzewać, bo o tym dziś mówiłam. Cholera, najgorzej, stać się ofiarą własnych słów! 😉

E: „Nie, mam Cię live raz na jakiś czas w słuchawce telefonu. A mi dziś nie wyszły pierogi.”

W sekundę mi lepiej. Gdy dopada nas wstyd (wreszcie nazwałam, co czuję) – najlepsze, co możemy usłyszeć, to… „Ja też”. Najlepsze, co możemy z tym zrobić, to nie zostać sami.

W AGILE MÓWIMY TEŻ, ŻE GDY NIE WSTYDZISZ SIĘ SWOJEGO PRODUKTU, ODDAJESZ GO ZA PÓŹNO.

Że lepiej zrobić szybki test, by dostać istotny feedback, by sprawdzić działanie w praktyce, niż godzinami dopieszczać idealną wersję.

JAKŻE WAŻNE JEST TO RÓWNIEŻ W HR, SZCZEGÓLNIE TERAZ. GDY BIZNES POTRZEBUJE WSPARCIA SZYBKO, NA CZAS, CZASEM NIEIDEALNEGO, ALE DOSTARCZONEGO!

Nawet nie wiem, kiedy podczas telefonicznej rozmowy zrobiłam pizzę. Dzieci ulotniły się, by zagrać w piłkarzyki i poczytać książkę. W takim momencie pytanie o możliwość zagrania w Fortnite, jest pytaniem retorycznym…

Do domu wchodzi mąż. Widzę jego uśmiech na zapach pizzy i przychodzi druga fala ulgi. Siadamy do stołu z moją rozbrykaną trójcą i uśmiechniętym mężem, parzę ulubioną herbatę, na stole pachnie ulubiona pizza parmeńska z rukolą.

„A Wam? Co dziś nie wyszło?” – pytam między pierwszym a drugim kawałkiem pizzy.

About the author

Leave a Reply